Mój młodszy brat od kiedy tylko pamiętam fascynował się przeróżnymi rzeczami. Miał taki słomiany zapał. Jakbym chciała zliczyć ile rzeczy zaczynał, czego już nie wymyślał zebrała by się cała długa lista. Ostatnio wpadł na dziwny pomysł żeby zająć się jakimś bardziej ekstremalnym sportem. Zdecydował się na skoki ze spadochronem. Pieniądze nigdy nie były dla niego problemem, dlatego też bez wahania wydawał kolejne setki na swoje pasje. Po dwóch sezonach i egzaminem zdanym na piętkę (licencja na samodzielne skakanie ze spadochronem), stwierdził, że się mu już to znudziło. Zapisał się do klubu, który oferował różne sporty walki. W ich ofercie można było znaleźć wszystko. Od judo po kickboxingu kończąc. Gdy wrócił po pierwszym treningu do domu, jego żona a moja szwagierka myślała, że go ktoś napadł. Był tak masakryczne posiniaczony i poobijany, że byliśmy pewni, że zrezygnuje z klubu, w którym są te sporty walki. On jednak odnalazł w tym swoją pasję i do dzisiaj trenuje. Obecnie szykuje się do turnieju. Jesteśmy bardzo podekscytowani tym jak mu pójdzie, ale również boimy się o jego zdrowie, żeby tylko sobie nic złego nie zrobił.