Wczorajszy dzień był dla mnie bardzo wyczerpujący. Musiałam wstać wczesnym rankiem, pojechać na uczelnię, zdać aż trzy egzaminy, w tym jeden ustny. Byłam już od poprzedniego dnia strasznie zestresowana. Do tego zaraz po egzaminach musiałam lecieć do wypożyczalni, żeby pożyczyć książkę, z której miałam się uczyć na kolejny egzamin. Wszystko to zajęło mi strasznie dużo czasu, a do tego jeszcze musiałam iść do sklepu i kupić jakiś prezenty dla kobiety, bo miała następnego dnia urodziny. Tak to już ze mną było, zamiast zaopatrzyć się już wcześniej w prezenty dla kobiety, jak zwykle zostawiłam sobie wszystko na ostatnią chwilę. Ale co było zrobić, musiałam coś kupić. Po wielu godzinach poszukiwań udało mi się wreszcie coś znaleźć. Coś, co nie było ani tandetne ani oklepane. Ucieszyło mnie to niezmiernie. Teraz trzeba było jeszcze tylko zdążyć na autobus do domu. Niestety mój pech prześladował mnie dalej. Pędziłam jak strzała, ale oczywiście autobus odjechał mi sprzed nosa. Zrezygnowana usiadłam na brzegu chodnika, prezenty dla kobiety położyłam obok siebie i czekałam na następny autobus, który miał przyjechać dopiero za ponad pół godziny. Nadjechał wreszcie, a ja zagapiona gdzieś o mało co znów go nie przegapiłam. W ostatniej chwili wskoczyłam do środka. Dopiero w połowie drogi zorientowałam się, że prezenty dla kobiety został na chodniku.